Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lutego 2010

Przypomniało mi się.

Oj, ile teraz mam w głowie myśli do napisania, a jak mało siły żeby pisać. Dziwaczny był ten dzień. Jak zwykle zaczynam stresować się na zapas, myśleć, że wiem jak to będzie.
Słucham sobie Apolinarego Polka, kilka piosenek na krzyż z youtube, bo obiecałam sobie, że nie ściągnę tej płyty. Jak na razie widziałam tylko jeden koncert rzeczonego i zaczarował mnie. Nie wiem jak. Cały koncert śmiałam się przez łzy i płakałam przez śmiech. Dowiedziałam się też, że żeby grać na harmonijce ustnej trzeba spotkać diabła na rozdrożu i sprzedać mu nerkę. W. powiedział, że nie mogę sprzedawać nerki... ;/ To ja sobie posłucham na spokojny sen.
Przez Amarantkę zaczęłam się zastanawiać nad Naszym jedzeniem i wiesz, wszystko, co przychodzi mi do głowy jest takie śmieszne. Kawa i kisiel jabłkowy z papierka? Chociaż... była taki jeden posiłek, który zapamiętam na zawsze. Kanapka z serkiem topionym i gorąca herbata w Okupie, które próbowałam przełknąć i nie płakać z bólu. Pamiętasz? Ja pamiętam. Kocham.
W zasadzie miałam pisać o pączkach, ale pączki muszą poczekać.

sobota, 23 stycznia 2010

Czas na dziadków.

Tak wiem, że miałam to napisać wczoraj, ale jakoś tak nie udało się.

Dziadek Kazik
Zawsze śmieję się, że dziadek Kazik był góralem z nizin. W swoim gospodarstwie miał stadko owiec i cudownego owczarka podhalańskiego. Owczarek, a w sumie Miśka była wzorem łagodności i inteligencji, pamiętam, że jeśli włożyłam jej palec do paszczy to nie było szans żeby ją zamknęła. Poza tym dziadek miał fantastyczny sad pełen starych, powyginanych jabłoni - papierówek. Dziadek jest chyba najspokojniejszym człowiekiem jakiego znam, nigdy nie widziałam żeby krzyczał, bo był zły. A i dziadek to najwyższy staruszek jakiego znam, nadal przerasta mojego tatę i mojego brata i w ogóle wszystkich :)

Dzidek Stasiek
Ojjj dziadek Stasiek to zupełnie inny rodzaj człowieka. On od zawsze lubuje się w cwaniactwie i szpanerstwie, chyba inaczej nie umiem tego nazwać. Dziadek jest fanem imprezek z wódeczką, po których zawsze psuje mu się fryzura. On nie umie mówić, powiedziałabym, że zawsze krzyczy, więc przebywanie z nim dłużej bywa bardzo męczące dla uszu. Dziadek uwielbia być w centrum zainteresowania i znać się na wszystkim, we wszystkim mieć udział. Muszę sie przyznać jeszcze do jednego. Dziadek nie ma pół kciuka... od małego intryguje mnie jak to jest. Dzisiaj wraca z sanatorium, ciekawe jak sie tam balowało.

czwartek, 21 stycznia 2010

O babciach słów kilka.

Na początek powiem coś obrazoburczego, ale trudno. Nie lubię kuchni moich babć. Nie lubię, bo jest ciężka, tłusta przesolona i pozbawiona warzyw. To pozbawienie warzyw jest dla mnie co najmniej zastanawiające, bo obie bacie mieszkają lub mieszkały na wsi i miały duże ogrody. Co się z tymi warzywami dzieje... nie mam pojęcia.
Jednak teraz moje babcie trzeba koniecznie rozdzielić, bo są do siebie dość niepodobne.

Babcia Zosia
Babcia Zosia po przeprowadzeniu się z zabitej dechami, zasłoniętej słomą wsi, gdzie główna droga jest wyłożona kocimi łbami, a młodzi ludzie pojawiają się 1 listopada przeszła wielką metamorfozę. Z osoby nietolerancyjnej i często trochę drażniącej, przeszła w kogoś, kto spokojnie sobie żyje, opowiada różne historie ze wsi i pozwala na samodzielne działanie. Oczywiście nadal zdarza jej się krzyczeć na dziadka i zakazywać mi chodzić nad wodę, ale teraz rozumiem ją lepiej. Teraz nie przeszkadza mi, że dusi mnie na powitanie i pożegnanie (pytając się uprzednio czy może mnie udusić:). Teraz była zachwycona długimi włosami W.(do dredów tez nic nie ma). Teraz z uśmiecham ogląda programy Cejrowskiego, przepraszam "tego, który na boso łazi". Teraz chce wiedzieć jak jest na moich wyjazdach. Teraz zrezygnowała z pieczenia i karmi nas kupnymi, całkiem dobrymi ciasteczkami.

Babcia Zdzisia
Babcia Zdzisia od kiedy pamiętam mieszka w tym samymi miejscu, ma małe, coraz mniejsze gospodarstwo. Do tej babci jeździłam na wakacje. Ta babcia jest bardziej sztampową, polską emerytką niż Zofia. Jest smutniejsza, lubi narzekać na zdrowie i choćby się waliło, albo paliło dojedzie do kościoła. To ona lamentowała nad moimi dodatkowymi kolczykami i ściętymi włosami. To ona poiła mnie ciepłym mlekiem prosto od krowy. To ona jest fanka sanatoriów. To ona piecze sernik DLA SWOJEJ WNUSI :). To ona mówi do mojego brata "Szymcia", co doprowadza go do wielkiej irytacji.

To są moje babcie. Ciekawe... podobno po babciach i dziadkach dziedziczy się najwięcej.
Jutro będzie o moim dziadku "prawie góralu" i dziadku "wioskowym cwaniaku".

Aha i dzisiaj dowiedziałam się, że jestem "wywijajcą".

czwartek, 7 stycznia 2010

Śniadanie zbieszczadzkie w wersji na bogato.

Dzisiaj wpadłam do kuchni z pomysłem i z ochotą. Nastąpiło odblokowanie. Ale, ale najpierw będzie cała historia.
W tamtym roku, w lipcu udało nam się wyjechać w Bieszczady. Ja trochę się zawiodłam, ale to też moja wina. Nie ważne i nie o tym, bo znów mi się jakieś głupoty przypomną. Właśnie tam spotkaliśmy Radosnego Duszka (bo raczej nie Anioła Stróża, jak w Tatrach). Duszek ten zaskoczył mnie bardzo, poprawił mi nastrój, znał ciekawe opowieści i miał świetny pomysł jak się u żywić nie dostając przy tym zwyrodnienia kręgosłupa. Takie to proste, a nikt nie pomyślał. Płatki owsiane!

W oryginale wyglądało to tak:
Wsypałyśmy ilość owsa wystarczająca dla trzech osób do wrzątku, kiedy płatki się otworzyły odcedziłyśmy to przez widelec, dołożyłyśmy miód lub cukier i już. Zalet śniadanie takie ma sporo, długo trzyma, ciężkie nie jest, w sumie fast food i na ciepło, po prostu palce lizać. Ale jak już pisałam "Za dużo dobrego..." i w domu pomyślałam, że zmienimy płatki.
Teraz przygotowanie wygląda tak:
Do miseczki wrzucam dwie łyżki płatków owsianych, po łyżce pestek dyni i słonecznika, dowolne bakalie i solone fistaszki. Wszystko zalewam wrzątkiem, tak żeby lekko przykrywał płatki i idę do łazienki. Kiedy wracam dokładam dwie łyżeczki miodu, mieszam i jem. Tu zalety tez są niebanalne, długo trzyma, w sumie fast food, na ciepło i do łazienki jest czas skoczyć, ach i jakież to zdrowe - prawie nietuczące :)

Bawarce znów się nie powiodło.
Zdjęcia będą, jak komputer się ogarnie.