Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do picia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do picia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 marca 2010

Koktajl bakaliowo - waniliowy.


Ciepło się dzisiaj zrobiło. Ojjjj, nie da się ukryć. Tak ciepło, że po raz pierwszy mogłam wyjść ze szkoły na spacer w samym sweterku i nie narazić się na jakąś straszliwa chorobę. Spacerek zakończył się bułeczka z rodzynkami kupioną u bardzo skrupulatnej pani w ulubionym sklepiku kierowcy mojego autobusu :)

A tak poza tym do dawno mnie tu bardzo nie było. Znaczy byłam żeby czytać o waszych poczynaniach, oglądać piękne zdjęcia i ocierać ślinkę cieknącą podczas czytania przepisów, ale samodzielnie nic nie napisałam. Toteż teraz po starciu z usypiającą biologią i "Higieną ucha" w uchu napiszę.

Koktajl bakaliowo - waniliowy
(dla 2 osób)
* szklanka zimnego mleka
* dwie łyżki lodów waniliowych
* mała garstka bakalii ( ja użyłam orzechów włoskich i daktyli )

Mleko i lody miksujemy. Bakalie siekamy lub miksujemy na tyle żeby nie opadały na dno i jednocześnie były czymś więcej niż tylko irytującym nalotem na zębach.


Muszę jeszcze zaznaczyć, że znów zdarzył nam się festiwal. Fantastyczny był on i w stu procentach przerósł moje oczekiwania. Na dodatek już dawno nie miałam tak wielu fantastycznych możliwości wygłupiania się na scenie.
Lidko, wiesz, cała Zduńska wymaga ode mnie udostępnienia tekstu pieśni "Jak czajnika świst". Nie wiem co Ty na to.

Wracam do książek. Eh.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Zmiks

Miotałam się dzisiaj po domu w poszukiwaniu pomysłu na coś małego, szybkiego do pojedzenia i wymyśliłam, znaczy ściągnęłam pomysł żeby zrobić koktajl.

Truskawki...




...rozmrażały się w objęciach misia, za rurą od kaloryfera.




Mleko się ciut podgrzało w moim zacnym emaliowanym garnuszku...




a potem luuuu na turkawki.






Na koniec należy dokonać masakrę za pomocą blendera, czy innej miksującej maszyny. Wrrrrr, brrrrrr i uzyskujemy taką piękną różowiutką chmurkę.




Poza tym muszę się pochwalić, że mój kochany W. zorganizował romantyczne walentynki :) Kulig był. Taaaaak, kulig!! Jako dodatkowe atrakcje przewidziane było: prowadzenie samochodu przez Patkę, wyciąganie samochodu z rowu, nauka pokonywania poślizgów, poznawanie nowego układu dróg w łasku. No tak, romantycznie było :)

niedziela, 24 stycznia 2010

Na rozgrzewkę kakło.

Byłam poza domem ponad godzinę. Ałłłłłł! Te szpileczki wbijające się w udo i bolące od mrozu kolano, to jest to. Przybiegłam więc do domu z potrzebą natychmiastowego rozgrzania. Miałam kilka sposobów do wyboru, ale wygrała gorąca czekolada, prrr kakao, bo czekolady nie ma w domu.

Rozgrzewające kakło

* mała szczypta ostrej papryki
* ziarenko pieprzu
* kilka wiórek imbiru
* szczypta cynamonu
* dwa goździki
* dwie czubate łyżeczki kakao
* dwie łyżeczki cukru
* kubełek mleka

Wszystko zagotowałam razem, ale może jest lepszy sposób. Dzisiaj nie był dzień na poszukiwanie sposobów, dzisiaj był dzień na szybka reakcję. Nie ma co, kakło pomogło bez zarzutów.


Nie mogę komentować, choćbym chciała. Przepraszam, więc.
A i chciałam powiedzieć, że w sprawie dziadków Lidka miała rację.
Lidko ja tu, tak oficjalnie, wiesz przy ludziach i z wielką galą gratuluję pierwszego murzynka :) Zrobię Ci order. Chcesz?

wtorek, 12 stycznia 2010

Herbata masala

Wiecie co? Jasne, że nie wiecie. Przeczytałam ostatnio tu, o tu
przepis na herbata masala. Przeczytałam, uwarzyłam i zachwyciłam się. Smak, który wypłynął z mojego kubeczka był niesamowity, kojący, ale też rozgrzewający, z lekka pikantną nutką. Poza tym całość wpisuje się w moją powtórną fascynacje bawarką. Spiszę tu sobie przepis, a co stać mnie :)

Herbata masala
* 1 szklanka mleka
* 1 szklanka wody
* 3 łyżeczki czarnej indyjskiej herbaty
* 6 zmiażdżonych ziaren kardamonu
* 3 goździki
* mały kawałek imbiru
* kawałek cynamonu
* cukier do smaku
* szczypta przyprawy do pierników albo garam masala (niekoniecznie, ale ja czasami lubię)
( ja ominęłam przyprawę do piernika z jej braku ale nie mogłam podarować sobie 2 rozgniecionych ziarenek pieprzu)

Do zagotowanej wody wrzucamy wszystkie sypie składniki. Gotujemy przez chwilkę. Wlewamy mleko. Wszystko bulba jeszcze ok. 5 minut. Już po odcedzeniu pijemy.
Jak już mówiłam cudownie.


Kilka słów na temat "Co u Weroniko świszczy?". A no, z uporem maniaka łapę śnieg mocząc sobie przy tym rękawiczki i staję na zaspach z nadzieją, że się nie zapadną. Staram się nie narzekać. Zakopuję się z książką w kocu. Pracuje pilnie nad zadaniami z matematyki. Ograniczam sobie czekoladę w pożywieniu. Tyle zabiegów żeby nie myśleć , że tęsknię. Nie działa, nie polecam.

Wiesz Lidko, mimo, że jesteś niedobra i popsułaś mój plan, to jutro chyba będzie spaghetti. Raczej wątpię, żeby Ci zasmakowała, ale... może się uda.

środa, 6 stycznia 2010

Wyspałam się.

Dobry dzień mi się dzisiaj przydarzył. Przypuszczam, że głównym powodem całej radości jest rzecz niesamowicie prozaiczna... w końcu się wyspałam. Wyspałam się, w zacnej szkole przebywałam jedynie trzy godziny, nie odmroziłam stóp, a na dodatek taki ładny śnieg sobie padał. Taki piękny, że aż wpadłam do pół łydki.
Ze smutkiem stwierdzam, że nie mam pomysłów. Wchodzę do kuchni i... nie mam ochoty. Cytując moją drogą babcię "Za dużo dobrego to się w dupach poprzewracało. Aaaaa chleba ze smalcem". No i tu się z babcią zgodzić nie mogę, bo dobry chleb ze smalcem nie jest zły, a wręcz jest bardzo dobry. Szczególnie z takim domowym smalcem, który jest cudowny, ale zapach przy jego przyrządzaniu mnie przerasta niestety. Koniec rozmarzania, bo ta notka nie o smalcu miała być, tylko o bawarce, co to idę ją zaraz wypić. A teraz co? Nie wcisnę bawarki do smalcu. Wizja herbaty z łojem mimo, że realne jest dla mnie nie do przejścia.
Dobranoc.
Właśnie, zdjęć w najbliższym czasie nie będzie. Komputer postanowił uniemożliwić mi dostęp do moich plików ze zdjęciami. A teraz, zaraz ja, moja bawarka i "Pod dachami Paryża".

sobota, 2 stycznia 2010

Stary rok w nowym roku.

Hym, nowy rok się zaczął, a ja znów nie zamieszczę tu żadnego interesującego przepisu. Wręcz odwrotnie pokażę jedzenie, które w większości woła o pomstę do nieba. Fakt pojawiły się na naszej domówce sałatki i pyszne domowe ciasta, wszystko wyjedzone do cna, ale kto w wieku lat 18 odmówi sobie czipsów z ostrym sosem, frytek z mrożonki, wódki z chilli, czy maga słodkich soków o smaku syropowo - cukrowym. Oczywiście nikt.


Jedyna niewymagająca potępienia rzecz, tzw. zupa. Czyli pyszny grzaniec z wina, który wyprodukowałam dla siebie i Pasi, bo my chore i nie możemy zimnego pić.






Czyli jedyne cieple danie w trzech fazach.

Idę upchcić rosołek, bo strasznie u mnie zimno.