Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypieki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypieki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 września 2010

Ciasteczka miętowo-czekoladowe



Zaczął się zabiegany, zasmarkany czas. Ogólnie ciągle kursuje między domem a hufcem i zaczynam się już gubić w tym co, gdzie powinnam zrobić. W zasadzie wolę taki stan, niż uczucie zawieszenia i robienie nic. W niedzielę uśmiechałam się i promowałam nas na gminnych dożynkach. Było mniej nudno niż przewidywałam, przypomnieliśmy sobie jak smakuje wata cukrowa i namawialiśmy dzieci do rysowania. Za to od dzisiaj walczę z organizacja manewrów, złooo.

Dobra teraz czas na kuchnię, bo nic nie dodaje sił tak, jak mleko i dobre ciasteczko.
Przepis na dobre ciasteczka znalazłam tu. Ja uważam, że one są przepyszne, ale smak jest specyficzny. W na przykład stwierdził, że są one gorzkie...co, kto lubi :)



Ciasteczka czekoladowo-miętowe (przepis za Wiosanną)
1 szklanka mąki
1 szklanka cukru
0,5 szklanki kakao
0,5 szklanki siekanej, świeżej mięty
2 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
80g stopionego masła
szczypta soli

Suche składniki przesiewamy przez sito i mieszamy (mięta to też suchy składnik).
Stopione masło studzimy i mieszamy z jajkami.
Teraz płynne składniki łączymy z suchymi.
Z ciasta formujemy zgrabną kulkę i chłodzimy przez godzinkę w lodówce lub zamrażarce.
Po wychłodzeniu formujemy z niego kulki wielkości orzecha włoskiego i układamy dość luźno na wyłożonej papierem do pieczenia blasze.
Ciasteczka pieczemy 10 minut w 180 stopniach.
Z papieru odklejamy ciastka dopiero po lekkim wystudzeniu, bo inaczej mogą się one porozpadać.
(Ja do ciasta dodałam kilka łyżek wody, bo jakoś nie mogłam tego ładne połączyć)

Ps. O lubieniu napiszę następnym razem.

środa, 16 czerwca 2010

Tarta truskawkowa

Znów będzie na słodko. Z powodu wakacyjnej nudy wymyśliłam taki oto przepis. Nie jest to na pewno nic oryginalnego, ale co tam.

Przepis na kruche ciasto pochodzi z najbardziej zaufanej książeczki o ciastach jaka moja rodzina posiada. Niestety książka wyrabiając sobie renomę straciła okładkę i nie mogę Wam jej teraz przedstawić. Mam nadzieję, że okładka kiedyś się znajdzie.



Tarta truskawkowa
Spód:
* 300g mąki
* 50g cukru
* 125g margaryny
* 1-2 jajka
* łyżka kwaśnej śmietany
* 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
* szczypta soli

To jest kruche ciasto, więc dobrze będzie jeśli składniki będą zimne. Przesianą mąkę zagniatamy dokładnie nożem, a na koniec szybko wyrabiamy ręcznie. Wygniecione ciasto wrzucamy na pół godziny do zamrażalnika lub do lodówki. Po wyjęciu wałkujemy na grubość ok. pół centymetra i wykładamy nim tortownicę (albo formę to tart). Tortownica powinna być wysmarowana tłuszczem i obsypana bułka tartą lub wyłożona papierem do pieczenia. Nie można zapomnieć o zrobieniu brzegów wysokości chociaż półtora centymetra. Ciasto nakłuwamy widelcem i pieczemy ok.30 minut w średniej temperaturze.

Wierzch:
* pocięte w plasterki truskawki (ok półtorej szklanki)
* 3/4 szklanki pokrojonych orzechów włoskich
* 0,5 szklanki jogurtu naturalnego
* 0,5 szklanki śmietanki kremówki
* 2 jajka
* 3 łyżki cukru
* kropelka olejku migdałowego*

Na upieczonym spodzie układamy truskawki, posypujemy je orzechami. Resztę składników mieszamy dokładnie i powoli wylewamy na ciasto, trzeba uważać, żeby masa nie wylała się za brzegi. Całość zapiekamy jeszcze 15-20 minut.


* W Łasku rozniosła się wieść, że zapach waniliowy odstrasza komary. Nie wiem czy to prawda, ale w sklepach powoli zaczyna brakować olejku waniliowego :P

sobota, 22 maja 2010

Śniadaniowe rogaliki


Zeki nie pozwala żeby blog był osierocony, przypomina o notkach. Dziękuję Zeki ;)

Notka ta miała powstać w tamtym tygodniu ale nastąpiły zawirowania i zaginęła kartka z przepisem. Ja nie mam dobrej pamięci jeśli chodzi o liczby, więc wolałam poczekać aż się znajdzie.

Krucho-drożdżowe rogalki
( dwie duże blachy, tym razem nie policzyłam dokładnie ;)
* 25dag margaryny do pieczenia
* 50g drożdży
* 0,5kg mąki
* łyżka cukru
* szczypta soli
* 2 jajka
* 2 łyżki kwaśnej śmietany (najlepiej w temperaturze pokojowej)
* powidła, dżem, marmolada
* opcjonalnie białko jajka

Drożdże, śmietanę, cukier mieszamy i odstawiamy do wyrośnięcie w ciepłe miejsce.
Mąkę przesiewamy, dokładamy margarynę, jajka i sól, wszystko rozdrabniamy nożem. Na koniec wlewamy drożdżowy rozczyn.
Wszystko wyrabiamy rękoma. Wyrabiać możemy dłużej niż ciasto kruche, ale nie tak długo jak drożdżowe.
Wyrobione ciasto wstawiamy na pół godziny do lodówki.
Schłodzone ciasto tniemy na placuszki, które wałkujemy na posypanej mąką stolnicy. Później z placuszków wycinamy trójkąciki.
Na środek podstawy trójkątów nakładamy dżem i zwijamy zaczynając od podżemowanej strony. W ten sposób uzyskujemy rogaliki. Możemy je teraz posmarować rozmąconym białkiem.
Rogaliki pieczemy ok 40 minut w 180 stopniach.



A właśnie. W końcu zakończyłam maturalne starcie :)

sobota, 8 maja 2010

Drożdżowe ślimaczki, czyli wypieki niesezonowe




W końcu nadszedł na nie czas. Nieważne, że już dawno wypełzły z mojego domu.
Muszę zaznaczyć, że przepis na nie wzięłam z tego bloga (klik). Znaczy nie wytrzymałam i zmieniłam go trochę, ale tylko trochę :)

Drożdżowe ślimaczki
(ok. 30 sztuk)

Ciasto: * 4 szklanki mąki pszennej
* 5 dag drożdży
* 1 szklanka letniego mleka
* 1/3 szklanki cukru
* 100g roztopionego masła / margaryny do pieczenia
* szczypta soli

Wkład: * 2 łyżki stopionego masła
* 3-4 łyżki cukru
* 1 łyżka cynamonu
* garść rodzynek
* garść pestek słonecznika

Dodatkowo: * jedno białko


Rozkruszone drożdże i szczyptę cukru zalewamy letnim (nie gorącym)mlekiem, wszystko mieszamy do rozpuszczenia i odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Mojej miksturze zajęło to ok. 20 minut.
Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy cukier, sól i wyrośnięte drożdże.
Całość wyrabiamy, a kiedy się połączy dodajemy roztopione i lekko przestudzone masło, wyrabiamy dalej. Dobrze wyrobione ciasto będzie błyszczące, zbąblowane i nieklejące.
Z wyrobionego ciasta formujemy kulkę, obsypujemy ją mąką, przykrywamy ściereczką, albo folią i odkładamy na 30 minutowe leżakowanie.
Leżakowanie powinno zaowocować podwojeniem ilości ciasta.
Teraz nasz wyrób rozwałkowujemy na obsypanej mąką stolnicy tak, by uzyskać prostokąt.
Na małym gazie rozpuszczamy i mieszamy ze sobą wszystkie składniki wkładu.
Roztopiony wkład przelewamy na ciasto i równomiernie rozprowadzamy. (Ja zrobiłam to palcem, ale palec nie był zbyt szczęśliwy z tego powodu.)
Ciasto zwijamy wzdłuż dłuższej krawędzi i tniemy na plastry (ok. 1,5cm).
Choć w podstawowym przepisie zalecano odłożyć je do ponownego wyrastania ja tego nie zrobiłam.
Ślimaczki rozkładamy dość luźno na wyłożonej papierem brytfance, smarujemy roztrzepanym białkiem i pieczemy 20-30 minut w 200 stopniach.


W poniedziałek matura z biologii. Ałć!
Dziękuję za wszystkie kciuki.

środa, 28 kwietnia 2010

Pierwsze muffinki



Oto i one. Moja chluba i duma. Pierwsze w życiu muffinki.
Muszę koniecznie zaznaczyć, że podstawową formułę ciasta pobrałam stąd i jak pisałam mam nadzieję, że Asieja się nie obrazi.

Muffinki jagodowo-czekoladowe
(20 ślicznych babeczek)
* 1,5 szklanki mąki
* 3/4 szklanki cukru
* 1/2 szklanki oleju
* 1/4 szklanki mleka
* 2 jajka
* szczypta sody
* łyżeczka proszku do pieczenia
* biała czekolada
* garstka jagód
* bułka tarta

Suche składniki przesiałam przez sito i pomieszałam z posiekaną czekoladą.
Mokre składniki zmieszałam ze sobą.
Dodałam suche do mokrych i połączyłam (średnio dokładnie).
Po przełożeniu ciasta do wysmarowanych i wysypanych tartą bułką foremek (półtorej łyżeczki na babeczkę) powciskałam do nich zamrożone jagody.
Wszystko piekło się ok 30min. w temperaturze 180 stopni.

PS. Jeżeli tak, jak ja nie wykładasz foremek papierowymi kokilkami jagody nie mogą przylegać do boków foremki, bo babeczka baaardzo się przyklei. Ja swoje muffinki musiałam wydłubywać nożem z foremek.

Tak, Amarantko ja też nie mogę się doczekać świeżych owoców. Na szczęście mam domowe mrożonki.

środa, 7 kwietnia 2010

Niesforny mazurek kajmakowy.



Znów przyszły zimne dni. Ludzie zamiast wystawiać twarze na słoneczne promienie chowają się w swoich, zwykle szarych płaszczach, szalach, wyciągają rękawice. Ja niewyraźnie trzymam się na nogach. Powrót do poświątecznej rzeczywistości nie jest łatwy, obezwładnia mnie. Słowa mi się mylą, tracą konkretne znaczenia. Powracają do mnie dziwne, stare sny, problemy, które już kiedyś przezwyciężyłam.
Zamknęłam się przed światem w kubku herbaty i świątecznym cieście. W moim ulubionym, niezbędnym, krytykowanym, nieprzyzwoitym, przesłodkim, niemodnym mazurkiem kajmakowym.

Mazurek kajmakowy.
Ciasto (przepis z "Poradnika domowego" kwiecień 1994)
* 30 dag mąki krupczatki
* 3 żółtka
* 10 dag masła
* 10 dag cukru pudru
* zapach waniliowy

Masa:
* puszka mleka skondensowanego
* 10 krówek
* bakalie ( ja najbardziej lubię w nim orzechy i migdały)

Składniki na ciasto łączymy za pomocą noża, a później szybko zarabiamy.
Ciasto wkładamy do lodówki na pól godziny.
Zimne ciasto rozwałkowujemy i wykładamy na wysmarowaną blachę formując podniesiony brzeg, nakłuwamy widelcem w kilku miejscach.
Ciasto pieczemy w 200 stopniach, aż uzyska ładny, złoty kolor.

Mleko skondensowane gotujemy około czterech godzin, wstawiając puszkę do garnka z wodą. W sumie najlepiej jest zrobić to przed świąteczna zawieruchą.
Takie mleko wrzucamy do rondelka razem z krówkami i podgrzewamy aż staną się jednolitą masą.
Taką krówkowo - mlekowa miksturę wylewamy na wystudzony blat z ciasta.
Teraz następuje zdobienie ciasta za pomocą bakalii i wszystkiego innego, co wpada nam w ręce. Jak już pisałam ja jestem fanką orzechów i migdałów zatopionych w słodkiej masie.



(krówki są po to żeby masa lepiej się ściągnęła)
(jeżeli masa wydaje się zbyt gęsta można dodać do niej trochę masła)
(do ciasta nie nadaje się cukier kryształ, ciasto wychodzi wtedy strasznie twarde)

sobota, 20 lutego 2010

Biwak ala koło gospodyń.

Z okazji, że mamy ferie postanowiliśmy zrobić jakiś mały biwaczek. Szkoda, że ludzie nie dopisali. Właśnie w związku z niedoborem ludności i śniegu biwak z biegania po dworze przeistoczył się w koło gospodyń i jaskinię gier wszelkiego rodzaju :D







Gra w eurobiznes połączone z zagniataniem drożdżowego ciasta. Ciasta na pizze, oczywista. Na szczęście tym razem nie było kompromitacji i pizza wyszła pyszna. Ciasto tez było pyszne. Ogólnie udało się. Później pojawiło się zmienione domino i janga.


Drugim wypiekiem były pyszne ciasteczka z kleiku ryżowego. Uwielbiam te ciasteczka, to takie ciasteczka z dzieciństwa i choć nie ma tu zdjęcia przepis zamieszczę, bo warto :)

Ciasteczka z kleiku ryżowego.

* paczka kleiku ryżowego
* kostka margaryny do pieczenia
* 3 jajka
* szklanka cukru
* 5-6 łyżeczek wiórków kokosowych
* cukier wanilinowy
* łyżeczka proszku do pieczenia
* lekko kwaśny dżem lub konfitura

Z podanych składników ( poza dżemem) zagniatamy ciasto.
Formujemy ciasteczka z zagłębieniem, u mnie wyglądają one jak kluski śląskie.
Pieczemy aż zbrązowieją ( jak zwykle nie patrzyłam na zegarek).
Dziurki w ciastkach zapełniamy dżemem.

Nie, nie będę wypominała chłopakom chęci wsypania do ciastek łyżki (nie łyżeczki) proszku.


Za to dzisiaj zajęcia opierały się na szyciu. Oj tak, nigdy nie wątpiłam w nasze talenty... Pluszaki wyszły fantastycznie. Mnie szczególnie urzekł hipopotam z dwoma nogami i lamparcimi cętkami. Teraz czas na standardowy biwak z "pocioraką".

piątek, 12 lutego 2010

Pączuszki się doczekały.


Oto pączek.

Otopoączek wystąpi przed innymi wynurzeniami, bo znów go pominę i się obrazi.

Pączki
(35 pączków dokładnie) zdaniem mojej mamm robi się tak:

Przygotowujemy:
* 1 kg mąki
* 3 żółtka
* 3 jajka
* 5 łyżek cukru
* 10dag drożdży
* 2 szklanki mleka
* 3/4 kostki margaryny
* 2 łyżki spirytusu/wódki/octu
* marmoladę, orzechy, rodzynki, czekoladę lub jeszcze coś innego
* tłuszcz do smażenia (w sumie najlepiej smalec, bo jest odporny na bardzo wysokie temperatury, ale olej też daje radę)
Działamy:
Drożdże i cukier rozpuszczamy w 1/4 szklanki letniego mleka, dodajemy też ok. 1/2 szklanki mąki. Cała mieszaninka powinna mieć słynną gęstość śmietany.
Jajka i żółtka ubijamy z resztą cukru.
Mąkę przesiewamy przez sito do miski. W misce robimy zagłębienie, do którego wlewamy miksturę jajeczną i drożdżową, rozpuszczona margarynę i alkohol. Wszystko to wyrabiamy ręcznie, aż się ładnie wszystk0o wymiesza i połączy.
Ciasto teraz idzie sobie posiedzieć na grzejniku w łazience. Odsiadka przewidziana jest do czasu, kiedy ilość ciasta się podwoi.
Wtedy ciasto rozpłaszczamy na grubość ok. 1cm.
Wycinamy krążki szklanką, albo czymś innym wycinającym.
Krążki lekko rozciągamy, nakładamy na nie dodatki i sklejamy formując kulkę. Jak zwykle ważne jest dobre sklejenie, bo inaczej buuuum!
Podgrzewamy tłuszcz do smażenia. Ja wrzucam do niego małą kulkę ciasta i kiedy już zrobi się brązowa to znaczy, że olej się nadaje. Pączki smażę partiami po ok 4 minuty z każdej strony. Zwykle wbijam w nie długą wykałaczkę i jeśli wychodzi czysta to znaczy, że pączek już chce wyjść.
Co kilka partii wrzucamy do tłuszczy kawałek ziemniaka, nie wiem w jaki sposób, ale to oczyszcza tłuszcz.

O to chyba nadszedł czas na resztę wynurzeń, a ja chyba właśnie straciłam pomysły. Nieważne. Idę śpiewać z Apolinarym i sprzątać w pokoju, bo dziś rano z niepokojem stwierdziłam, że po zdjęciu z łóżka pościeli nadal jest straszny bałagan. Hym... do boju.

wtorek, 9 lutego 2010

Pizza. Pizza dzisiaj się jakoś rozpanoszyla.

Ha, ha, ha, haaaaaa! Mam komputer, który działa. Niestety nadal nic nie mogę drukowac, bo wtyczka mojej drukarki okazała się byc zbyt archaiczna, a i nie umiem napisac "ci" (tego jak cma, nie jak cień). Nie żebym narzekała, bo nie narzekam. Cieszę się ogromnie kontaktem ze światem.
W końcu ogarnęłam moje feryjne plany i stwierdziłam, że wyglądają naprawdę przyzwoicie. Wyszedł mi śliczny melanż starych, już prawie porzuconych sposobów spędzania czasu i kilka nowych aspektów. :) Myślę, że prawie na bieżąco będę się dzieliła wydarzeniami.
A teraz do rzeczy. Uwielbiam wszystkie dni czegoś tam np. jak podaje nonsensopedia: 3 lutego - Międzynarodowy Dzień Kopania Rowów
31 marca - Światowy Dzień Budyniu
16 kwietnia – Dzień Sapera i Włókniarza itp. itd.
Takie właśnie piękne święta, ktoś wymyśla, ktoś obchodzi i jest fantastycznie i nikt nie czuje się pominięty. W związku z tym, w celu uczczenia międzynarodowego dnia pizzy przedstawiam mój obiadek (niedzielny i poniedziałkowy też).

Pizza domowa pół na pół

ciasto:
* 3 szklanki mąki pszennej
* szklanka wody
* 50dag drożdży
* szczypta cukru
* jajko
* 5 łyżek oleju słonecznikowego
* szczypta gałki muszkatołowej

Po kolei. Mąkę przesiewamy przez sito do dużej miski. (Ja robiłam wszystko na stolnicy i gdyby nie szybka pomoc ze strony mamy połowa ciasta znalazłaby się na mnie. Tak stanowczo miska jest bezpieczniejsza.) W połowie szklanki letniej! (nie wrzącej) wody rozpuszczamy drożdże i cukier (grudki są niedopuszczalne!). Teraz do mąki wbijamy jajko, wlewamy drożdżową miksturę i ścieramy ciut gałki muszkatołowej. Wszystko mieszamy za pomocą własnej rączki, jeżeli ciasto nie chce się skleja dodajemy wodę. Kiedy ciasto w miarę sklei się w całośc możemy przełoży je na stolnicę i doda olej. Ogólnie rzecz biorą ciasto drożdżowe jest pieszczochem i lubi długie wyrabianie, więc nie żałujemy mu. W rezultacie ciasto ma byc jednolite, błyszczące i nie klejące. Takie ciacho formujemy w kulkę, wrzucamy do michy, oprószamy mąka, przykrywamy ściereczka i odstawiamy w ciepłe miejsce żeby sobie rosło.

Dodatki

Dodatki do polowy eksperymentalnej:
* pół małego słoiczka przecieru pomidorowego (najlepiej dośc rzadkiego, ja użyłam domowej wersji)
* pół czerwonej cebuli
* cwierc średniej, wędzonej makreli, czy innej rybki
* 4 pieczarki
* półtora obranego pomidorka
* trochę startego sera


Dodatki do połowy hawajskiej (?):
* pół słoiczka tego samego przecieru
* pół tej samej cebulki
* 4 pieczarki
* 10 cieniutkich plasterków salami
* 4 plastry ananasa
* trochę startego sera

Wszystko kroimy i możemy wrócic do ciasta.

Ciasto kiedy się wyleży pod kaloryferem. Kładziemy na stolnicy i wałkujemy. Wywałkowane kładziemy na nasmarowanej blaszce i pieczemy ok 10 - 20 minut w 150, żeby później nie okazało się surowe. Po podpieczeniu rozkładamy dodatki poza serem i pieczemy tak długo, aż się wszystko ładnie zrumieni. Na koniec posypujemy serem i jest.


wersja przed wsadzeniem do pieca :)

Teraz jeszcze słów kilka na koniec. Pizza ta to nic odkrywczego. Ciasto jest dośc twarde i czasem sprawia problemy podczas produkcji. W zasadzie to pierwszego dnia nie smakowała mi wcale, za to po nicy w lodówce... cudowna. Tak, po nicy w lodówce ciasto stało się miększe, a dodatki bardziej wyraziste. W poniedziałek stanowczo mi smakowała.

środa, 27 stycznia 2010

Kopytka i tydzień zły.

Nie wiem czy to brak słońca, brak W., brak pracy fizycznej, czy jeszcze jakieś inne draństwo, ale ten tydzień do udanych się raczej nie zaliczy. Łażę po domu zła, zmarznięta, niechętna i śpiąca. Zjadam wszystko, co mi się pod rękę nawinie, a szczególnie tzw. kopytka (ale o tym zaraz). Nawet dzisiaj, kiedy Boski Bartosz z daleka przyjechał nie wykrzesałam z siebie zbyt dużo radości. Dobrze, że on "swoje wie". Tak czy inaczej proszę o wybaczanie mi w tym tygodniu. Mam nadzieję, że jak W. przyjedzie to przytuli i zrobi się ok. Szkoda, że w tym tygodniu przyjedzie później.
Tak poza tym to nie pisałam, ale w tym tygodniu studniówka mi się szykuje i ja tez się na nią szykuję. Nawet moją za dużą o cztery rozmiary, szałową sukienkę da się zmniejszyć. Polonezy, balony, filmy, sukienki, fryzury kurcze fajnie będzie sobie kiedyś przypomnieć. A, kupiłam dzisiaj podwiązkę. Handel był dobry, tradycyjny zapłata w naturze, czyli podwiązka za kurę (w kostce).
Miało być o kopytkach. Proszę.

Drożdżowe kopytka.


* 25dag mąki (ćwierć torebki)
* pół kostki margaryny do pieczenia
* 5dag drożdży
* ćwiartka opakowania proszku do pieczenia
* jajko
* troszeczkę mleka (1/8 szklanki)
* łyżka kwaśnej śmietany
* 5dag cukru (5 łyżek)
* ok 25dag marmolady

Mleko podgrzejemy, po zdjęciu z ognia wymieszamy z drożdżami, 5 łyżkami cukru i 2 łyżkami mąki. Mieszaninę odstawimy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Potem drożdże, margarynę i mąkę pomieszamy, powyrabiamy chwilę (ręką znaczy się) i odstawimy w ciepłe miejsce by podwoiło objętość. Później ciasto podzielimy na kilka części i rozwałkujemy tak by uzyskać paski o szerokości mniej więcej 10cm. Na paski nałożymy marmoladę i zawiniemy je (wzdłuż dłuższej krawędzi). Takie roladki pokroimy jak kopytka. Kopytka na posmarowanej blaszce będziemy piekli przez 40 minutek w 180 stopniach pana Celcjusza.

Od cała filozofia, a ja wpieprzam je od tygodnia, ciągle. Dobrze, że jutro się skończą.

Tak w nawiasie. Lidko, zadziwiasz mnie.
Idę nadrobić komentowanie.