Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczy nieudane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczy nieudane. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2012

Szarośc i studenckie piraszenie

Szaro tu we Wrocławiu. Śniegu nie ma tylko błoto i wiatr i niebo szare, niskie, jakby chciało mnie przygnieść. Chłopcy oboje dzisiaj jacyś nietowarzyscy, oboje nie wyściubiają nosów ze swoich łóżeczek. A mi ciągle siedzi na głowie myśl, że powinnam się uczyć...eh, powinnam.
Natomiast wczoraj, wczoraj był leniwcowy, powolny, spokojny dzień. Dzień poświęcony na prace domowe, drobne, kochane złośliwości i inne rzeczy, na które zawsze jest za mało czasu. To miłe.


A właśnie, przejdźmy do pitraszenia. Stwierdziliśmy na koniec, że zrobimy parówki w cieśnie piwnym. Danie tak stereotypowo studenckie (zakładając oczywiście, że jest się studentem, który je), a jednak nie takie jak myśleliśmy. Pewnie dlatego, że parówki jakieś przesolone i piwo z najniższej półki. Nieważne. Parówek w cieście piwnym nie polecamy.

Na koniec jeszcze chciałam przeprosić za nieskładność posta, która wynika z przyciśnięcia stalowym niebem.

Aaaa na zupełny koniec zapytuję, gdzie jest taka zima jak w tamtym roku??? Taka??

poniedziałek, 15 marca 2010

Wymarzone, nieudane placuszki.

Po kolei. Nie uczę się w moim kochanym Łasku, uczę się jakieś 15km od niego, w Zduńskiej Woli dokładnie. W związku z tym codziennie dwa razy wsiadam do PKSu linij S i jadę. Rzeczone jechanie nie jest takie złe jak większość osób myśli. Zawsze mam dodatkowe pół godziny żeby się pouczyć, pół godziny żeby się przespać, pół godziny żeby odpocząć, pól godziny żeby z kimś porozmawiać. Oczywiście czasem jest bardzo denerwująca, ale to zupełnie odrębna długa historia. Z tych wielu rzeczy, które przez pół godziny robić mogę zwykle wybieram sen, o przepraszam, sen wybiera się sam. Ja śpię, autobus warczy, głowa obija się o okno, jest super. Czasem jednak zdarza się, że zasnąć nie mogę i w półsennym stanie obmyślam co zjem, kiedy tylko doczłapię do domu.

Dzisiaj wymarzyłam sobie placuszki kukurydziane i sałatkę z pomidorów. Wszystko brzmi dobrze. Niestety życie chciało inaczej i ani placki, ani sałatka nie pojawiły się na moim talerzu.

Problem 1: Po / przed sezonem!*
Wstąpiłam do sklepu po pomidorki i jakież rozczarowanie, jakaż rozpacz, jakież wytrącenie z błogiej nieświadomości. Przecież jest zima, pomidory są plastikowe i kosztują tyle, że ścina z nóg. Sałatki nie będzie, trudno.

Problem 2: Stan roztrzepania.
Zasmucona brakiem jadalnych pomidorów zabrałam się za konkretyzacje placuszków. Konkretyzację, bo wiedział tylko, że chcę placuszki kukurydziane, a co to dokładnie oznacza? Wszystko szła ładnie. Wybrałam składniki, wrzuciłam do shakera w dobrych proporcjach, ładnie wybełtałam, rozgrzałam patelnię, wylałam na patelnię, smażyłam, a tu niespodzianka! Niestety placki na stałe spoiły się z patelnią, a oddzielone od niej traciły jakikolwiek kształt i nie dały się odwrócić. Czemu tak się stało? Tak się stało, bo Weronika zupełnie nie pomyślała o jajkach.

Podsumowując. Jutro się uda, jutro będą jajka. :)

* aż mi się pewna straszna piosenka przypomniała

czwartek, 25 lutego 2010

risotTo.

Wczoraj wróciłam do Łasku. Nie uśmiecha mi się to wcale, ale jak trzeba to trzeba. Na dodatek muszę się pochwalić, że udało mi się wczoraj dotrzeć prawie samodzielnie na dworzec we Wroc. i nie zgubić się łażąc bez celu przez godzinę.
Ale nie o tym. We wtorek postanowiłam ugotować coś, czego jeszcze nigdy nie robiłam, a miało być przyjemne w przyrządzaniu, chodzi o risotto. No i klops, z riosotto został tylko TO. Jak to stwierdził W. po ryżu nie było czuć innego sposobu przygotowania, smakował jak gotowany. No i nie wiem co i jak poszło źle. Ryż się n ie rozgotował, przysmażył się aż za bardzo, potem dochodził z bulionem. Nie wiem... nie wiem. Czy ktoś wie?